Śpię. Zastanawiam się czemu nie mam snów, znowu.
Ktoś lekko trąca mnie w ramię. Ale jestem zmęczona, za bardzo, żeby się obudzić.
Słyszę muzykę wydobywającą się powoli z moich słuchawek. "Hurricane" zespołu Parachute. Zawsze chciałam mieć ich płytę. Te piosenki tak mocno do mnie przemawiają, że moje ciało samo zaczyna ruszać się w ich rytm.
"...I’m standing in the pouring rain
I feel it like a hurricane
A photograph is all it takes
But I know I shouldn’t let it
And the memory is rising fast
It’s seeping in through every crack
Oh funny how it all comes back
When you’re trying to forget it..."
Zaczynam po cichu nucić, a moje nogi wybijają rytm do piosenki. Kurwa, miałam spać! Zawsze to samo. Najpierw włączam muzykę, żeby zasnąć, a potem leci coś takiego, że zaczynam się budzić. To paskudne uczucie. Chyba będę musiała zrobić sobie nową listę odtwarzania "do spania", bo inaczej nigdy nie dam rady zasnąć na dłużej niż... No właśnie, ile ja już śpię? Ohh, nie ważne. I tak nie odpoczęłam. Jestem cała poobijana.
Otwieram powoli oczy i widzę twarz mojej przyjaciółki. Chyba nie jest zbyt zadowolona.
-No nareszcie. Ile można spać! Budzę cię chyba od godziny, już myślałam, że będę musiała zabrać cię siłą!
-Ohh.. Przestań się na mnie drzeć. Czekaj.. gdzie jesteśmy?
-W samolocie debilko!- znów krzyknęła do mnie Nika
-To zdążyłam zauważyć- odpowiedziałam jej ironicznie- Nika, przestań krzyczeć i powiedz mi do cholery co tu się dzieje! Dlaczego mnie budzisz?!
-Ugh.. Za 5 minut lądujemy, a ja nie mam zamiaru wynosić cię z tego samolotu śpiącą razem z naszymi bagażami. Rozumiesz?!
-Taak! Rozumiem, ale przestań się już drzeć, nie jestem głucha!
-Przepraszam bardzo, jakoś pomóc?- z niewinnym uśmieszkiem zapytała nas stewardessa. Tylko tego nam jeszcze brakowało.
-Nie, serdecznie dziękujemy. Koleżanka dopiero się obudziła i nie jest w zbyt dobrym humorze.- odpowiedziała jej tak samo niewinnie. Chyba ją zatłukę.
-Oczywiście, rozumiem.- kobieta spojrzała się na mnie znacząco i stanowczym krokiem odeszła do następnych pasażerów sprawiających problemy.
-Co to miało być?!- zapytałam się przyjaciółki. Tym razem jednak trochę ciszej- Chcesz, żeby wszyscy gapili się na mnie jak na idiotkę?! Cała załoga?!
-Oj daj spokój, przecież wiesz, że musiałam jej coś powiedzieć.
-To było powiedzieć, że jesteś niezrównoważona psychicznie i się drzesz. Albo wymyślić coś innego.
-Okey, zrozumiałam. Nie moja wina, że tylko to wpadło mi do głowy.
-Lepiej niech następnym razem wpadnie ci lepiej coś innego, bo chyba cię uduszę.
-Dobraa..- jęknęła Nika- Ważne, że ją przegoniłam, nie?- kiwnęłam głową z niechęcią. Nie przekonała mnie.
Nie lubię kłócić się z Niką. Choć czasami to niezła zabawa, oczywiście tylko wtedy kiedy ja wygrywam, czyli niestety nie teraz.
-Rozpoczynamy lądowanie. Prosimy ustawić fotele do pozycji pionowej, zamknąć stoliki i umieścić bagaże pod fotelami naprzeciwko państwa. Pasy można rozpiąć dopiero gdy znajdziemy się na ziemi...- Zabrzmiał donośny głos kapitana. Nigdy nie lubiłam lądowań. Zawsze wydaje mi się, że ciśnienie rozsadzi mi głowę, co często wydaje się niewykluczone. Ten raz nie był wyjątkiem od reguły. Tak strasznie chciałam słyszeć muzykę w tym momencie. Oczywiście nic z tego. "ŻADNYCH URZĄDZEŃ ELEKTRONICZNYCH PODCZAS STARTU I LĄDOWANIA. PROSIMY WYŁĄCZYĆ TABLETY, ODTWARZACZE MUZYKI, LAPTOPY, A ZWŁASZCZA TELEFONY KOMÓRKOWE. DZIĘKUJEMY." - głosił napis przed moimi oczami. Samolotem rzuciło. W głębi samolotu słychać było wrzaski dzieci i młodych mam, niewiedzących co się dzieje. Ja wiedziałam. Nie raz latałam tymi liniami do brata. Choć ostatnio zdarzało się to o wiele rzadziej. Tak to jest kiedy bierzesz na siebie zbyt dużo obowiązków. Ale co zrobić, kiedy nie chcesz (lub nie możesz) z niczego zrezygnować? Oh, wtedy musisz rezygnować z innych przyjemności. Takich jak spotkania z przyjaciółmi, imprezy, czy loty do brata. Co z tego, że czas to pieniądz, skoro nie da się go wydłużyć. Nawet największy milioner nie może tego zrobić. Dlatego nie rozumiem czemu ludzie cały czas to powtarzają. Sens w czymkolwiek jest dopiero gdy da się to zrobić na odwrót. Z powrotem.
Oczy znów zaczęły mi się zamykać. Nie rozumiem czemu zawsze w samolocie muszę spać. Tak na prawdę to nic nie daje. Nawet męczę się jeszcze bardziej. Więc jaki to ma sens?
-Aria..!- przyjaciółka przywołała mnie znowu, zmęczonym głosem. Ona też już zasypiała. Nic dziwnego, po tylu godzinach lotu chyba każdy potrzebowałby snu. No.. może z wyjątkiem Patha, którego takie rzeczy nie męczą. W ogóle nic go nie męczy. Jako dzieci śmialiśmy się, że jest jakimś superbohaterem. Znów przywołałam się w myślach do porządku. Teraz już spać nie mogę. Nie ma mowy, zaraz wychodzimy. Spojrzałam na przyjaciółkę siedzącą obok i w tym momencie z głośników wydobył się znów ten sam głos. Kapitan poinformował nas o pogodzie i temperaturze na zewnątrz, prosił abyśmy wychodzili spokojnie kierując się do wejść z przodu lub z tyły, zaznaczając, że rodzice z małymi dziećmi mają pierwszeństwo, dziękował za lot i jednocześnie życzył nam miłego pobytu. Normalka. Powoli zaczęłam podnosić z fotela obolałe ciało, chowając jednocześnie wszystkie drobiazgi do podręcznej torby. Nika poszła w moje ślady i już za chwilę stałyśmy w kolejce do przedniego wyjścia. Ludzie przepychali się i po wszystkim deptali, ale my nie miałyśmy siły na cokolwiek takiego więc spokojnie czekałyśmy aż samolot się rozluźni. Po jakichś dziesięciu minutach wreszcie dotarłyśmy do schodów. Stewardessy żegnały się z nami, życząc miłego pobytu, więc wysiliłam się jeszcze na lekki uśmiech i odpowiedziałam im tym samym. W tym momencie wpadłam na przyjaciółkę.
-Nika, czy mogłabyś łaskawie..- zaczęłam sarkastycznie, lecz dziewczyna od razu mi przerwała
-O Mój Boże...- wydała z siebie ciche westchnienie, a ja ledwo opanowałam śmiech.
Odczekałam parę sekund aby opanować się do reszty, podeszłam do niej, objęłam ramieniem, drugą dłoń kierując w przestrzeń przed nami i z jak najpoważniejszym wyrazem twarzy powiedzialam
-Witamy w Londynie.
______________________________
No i mamy prolog. Zastanawiałam się czy nie zrobić z tego od razu rozdziału, ale nie dzieje się tu nic związanego z tym głównym wątkiem, więc dałam sobie spokój. Jak wam się podoba? Ja nie jestem pewna, trochę krótko i mówiąc szczerze miałam inną wizję na ten prolog, ale w trakcie pisania wyszło to co wyszło. Mam nadzieję, że da się przeżyć. Czekam na Wasze komentarze miśki ☯
Why it must be him?!
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Początek
Hej ludzie!
Założyłam tego bloga z myślą o opowiadaniach, których ostatnio czytam coraz więcej i postanowiłam, że sama coś takiego napiszę. Ciągle myślę, czy lepiej na pingerze, ale kiedy tam zaczynam znowu stwierdzam, że jednak tu. Nie wiem co z tego będzie, bo kiedyś już miałam takiego bloga i wyszło na to, że przestałam po kilku rozdziałach. Jak to ja. Długo myślałam nad tym co to będzie za opowiadanie. Wymyślenie i opisanie postaci zajęło mi kilka godzin, więc na razie siedzę i tylko to robię. Zostaje mi jeszcze wygląd bloga, ale muszę się skupić, bo przez to wszystko głowa zaczyna już boleć. Na pewno nie myślę o małej ilości rozdziałów, o ile wam się spodoba chciałabym, żeby znalazło się ich tu sporo. Bo nie wiem jak wy, ale ja nie znoszę poczucia przerwania, nawet najlepszego opowiadania, w połowie. I w ogóle nie lubię zakończeń, więc będę z nim zwlekać jak najdłużej. Mam nadzieję, że się tu zadomowicie i spodoba się Wam to co piszę. Mile widziane komentarze i obserwacje.
Do zobaczenia!
~Szelli ☯
Założyłam tego bloga z myślą o opowiadaniach, których ostatnio czytam coraz więcej i postanowiłam, że sama coś takiego napiszę. Ciągle myślę, czy lepiej na pingerze, ale kiedy tam zaczynam znowu stwierdzam, że jednak tu. Nie wiem co z tego będzie, bo kiedyś już miałam takiego bloga i wyszło na to, że przestałam po kilku rozdziałach. Jak to ja. Długo myślałam nad tym co to będzie za opowiadanie. Wymyślenie i opisanie postaci zajęło mi kilka godzin, więc na razie siedzę i tylko to robię. Zostaje mi jeszcze wygląd bloga, ale muszę się skupić, bo przez to wszystko głowa zaczyna już boleć. Na pewno nie myślę o małej ilości rozdziałów, o ile wam się spodoba chciałabym, żeby znalazło się ich tu sporo. Bo nie wiem jak wy, ale ja nie znoszę poczucia przerwania, nawet najlepszego opowiadania, w połowie. I w ogóle nie lubię zakończeń, więc będę z nim zwlekać jak najdłużej. Mam nadzieję, że się tu zadomowicie i spodoba się Wam to co piszę. Mile widziane komentarze i obserwacje.
Do zobaczenia!
~Szelli ☯
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)